W Hararze

Autor: Karol May

do drogi.
— Czy mogę ci pomóc? — zapytał wielbłądnika.
— Dobrze! Jestem zmęczony i chciałbym się prędko położyć. Hrabia nakarmił i napoił wielbłądy, a potem zaproponował poganiaczowi, że będzie spać przy nich, aby się ulubieńcom sułtana nic złego nie przytrafiło. Fajka, napełniona tytoniem, była nagrodą za tę przysługę.
Tymczasem Mindrello siedział samotnie w swej celi i z utęsknieniem wyczekiwał zmroku. Gdy wieczór według jego obliczeń nastał, odsunął kamień, który przysłaniał otwór prowadzący do lochu hrabiego.
— Don Fernando! — zawołał półgłosem. Nie było odpowiedzi.
— Don Fernando! — powtórzył. Znowu milczenie.
— Panie hrabio! Senior don Fernando! Nikt się nie odzywał.
— Co to znaczy, na Boga! — przeraził się Hiszpan. — Czy mu się coś stało? Czy go wyciągnięto z lochu? Tak czy owak byłoby to dla nas obu nieszczęście. Muszę przedostać się do jego celi!
Wyciągnął jeszcze jeden kamień ze ściany i zszedł do lochu.
Hrabiego nie było, na ziemi leżały jedynie pozabijane szczury. Pełen niepokoju i rozpaczy, wrócił do


Strony: