W Hararze

Autor: Karol May

wszystkim.
— O sterze i żaglach, prawda?
— Tak. Wydawało mi się, że burza rzuciła mnie na wschód, więc zaczęłam sterować ku zachodowi. Dopiero potem się przekonałam, że należało postąpić odwrotnie. Natężając wszystkie siły podciągnęłam żagiel. Chociaż nie miałam pojęcia, jak należy obchodzić się z łodzią, udało mi się ustawić go tak, by mogła płynąć na zachód. Dniami stałam przy sterze, nocami przywiązywałam go. Tak przeszło piętnaście dni i piętnaście nocy. Czy mam mówić, co przez ten czas wycierpiałam? To nie do opisania.
— Wyobrażam sobie, droga Emmo. Godne podziwu, że nie zginęłaś w tych warunkach i nie straciłaś zmysłów.
— Szesnastego dnia ujrzałam statek. Jego załoga również spostrzegła moją łupinę. Był to okręt holenderski, który płynął do Batawii. Wzięli mnie na pokład. Dowiedziałam się od kapitana, że jesteśmy między Karolinami, a dokładniej przy Wyspach Pala. Jego zdaniem burza gnała tratwę z niesłychaną szybkością w kierunku zachodnim. Nakarmiono mnie i napojono, a krawiec okrętowy uszył mi suknię. Kapitan pocieszył mnie, że w Batawii


Strony: