W Hararze

Autor: Karol May

więc ją wydobyć i użyć jako drugą cumę. Ledwie stanęłam na tratwie, olbrzymia fala zerwała linę. Po chwili łódź była już na wzburzonym morzu. Upadłam i straciłam przytomność. Nie pamiętam, co się potem działo, nie pamiętam, w jaki sposób przepłynęłam rafy koralowe.
— To łatwo wytłumaczyć. Morze było tak wzburzone, fale tak wysokie, że rafy już nie stanowiły przeszkody.
— Jak we śnie słyszałam ryk morza, uderzenia piorunów i widziałam błyskawice, rozdzierające ciemności nocy. Gdy oprzytomniałam, świeciło słońce. Deszcz ustał zupełnie, morze zaczęło się uspokajać. Dla mnie było najważniejsze, że prowiant nie zatonął, że fale go nie zmyły. Jak tratwa zdołała wyjść cało z orkanu? Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Ale wyspa zniknęła. Wokół mnie była tylko woda. Co miałam robić? Płakałam i modliłam się na przemian aż do nadejścia nocy. Płakałam i modliłam się przez całą noc i przez następny dzień. Wreszcie, znużona przeżyciami, usnęłam. Gdy się obudziłam, straciłam zupełnie poczucie czasu. I dopiero wtedy pomyślałam o tym, o czym powinnam była pomyśleć przede


Strony: