W Hararze

Autor: Karol May

/> — Opowiadaj, Emmo! — prosił. — Mimo że ci ciężko, mimo że wspomnienia cię przerażają, musisz mi wszystko wyznać. To, co sam przeżyłem, jest z pewnością nie mniej okropne.
— Po wielu latach nasze drzewa wyrosły i zbudowaliśmy tratwę. Narzędzia, jak mówiłam, mieliśmy bardzo prymitywne, kosztowało to więc niemało trudu. Ale wreszcie tratwa była gotowa. Mogła pomieścić nas wszystkich i nasze zapasy. Zaopatrzyliśmy ją w ster, maszt i żagiel uszyty ze skórek króliczych. Postanowiliśmy przepłynąć na niej miejsce, które nawet w czasie pogody jest bardzo burzliwe. W nocy, poprzedzającej nasz wyjazd, zbudziło mnie jakieś wycie. Zaczęłam nasłuchiwać. Rozszalała się burza. Pomyślałam o zapasach, znajdujących się na tratwie, i postanowiłam zobaczyć, czy też jest dobrze przycumowana do brzegu. Ponieważ mężczyźni dużo w dzień pracowali i musieli odpocząć, nie zbudziłam ich, tylko sama poszłam na brzeg. Wzburzone fale miotały tratwą na wszystkie strony. Linę cumowniczą upletliśmy ze skórek króliczych. Mogła łatwo pęknąć, bo są one bardzo nietrwałe. Wewnątrz leżała jeszcze jedna lina, chciałam


Strony: