W Hararze

Autor: Karol May

jazdy do siedziby sułtana. Odwiąż swego wielbłąda, jedź i zamelduj, że jutro rano przybędę.
Otman odwiązał wielbłąda, następnie wskazując na lektykę, zapytał bardzo cicho:
— Czy mam powiedzieć sułtanowi, co wieziemy ze sobą?
— Powiedz, że szale i jedwabie, miedź, ołów, noże, proch, cukier i papier. Powiedz, że chcemy to wszystko zamienić na tytoń, kość słoniową, masło i szafran. Ale o niewolnicy nie mów ani słowa.
— Czy mam zabrać ze sobą haracz?
— Nie. Sułtan nigdy nie ma dość daniny. Jeżeli poślę mu teraz, zażąda później nowych podarunków. No, jedź.
Otman wykonał rozkaz.
Karawana skierowała się ku wąwozowi, o którym mówił emir. Gdy jeźdźcy zsiedli ze swych zwierząt, słońce właśnie skryło się za horyzontem. Zachody następują w tych stronach przeważnie o szóstej wieczorem. Jest to godzina modlitwy, naznaczonej przez proroka Mahometa.
Wszyscy Beduini w mniejszym lub większym stopniu zajmują się rozbojem, ale jednocześnie są tak religijni, że za największy grzech poczytują opuszczenie jakiejkolwiek modlitwy. Dlatego też członkowie karawany


Strony: