W Hararze

Autor: Karol May

wstrętem napawały go ścierwa szczurów zalegające ziemię. Musiał więc stać, co go bardzo wyczerpywało. Byle do wieczora! — pocieszał się. Jak strasznie muszą się czuć jeńcy, skazani na przebywanie w takich norach do śmierci, bez promyka nadziei, wiary, pociechy!
Było chyba południe, gdy usłyszał, że ktoś odsuwa kamień zamykający wejście do celi.
— Czy jesteś tym starym niewolnikiem—chrześcijaninem? — zapytano.
— Tak — odparł.
— Sułtan chce z tobą rozmawiać. Czy szczury uszanowały cię do tego stopnia, że możesz jeszcze chodzić?
— Spróbuję.
— Więc spuszczę ci drabinę.
Był to właściwie pień drzewa, w którym wydrążono coś w rodzaju stopni. Hrabia wydostał się po nich na górę. Znalazł się w wielkiej kamiennej celi, w której siedziało około dwudziestu skutych łańcuchami jeńców. Mocne drzwi zamykano od zewnątrz na rygiel. Stąd nie mogło być mowy o ucieczce. Dziękował Bogu, że pozwolił mu spotkać Mindrella. Tylko z jego lochu można się było wydostać na wolność.
W świetle dnia zobaczył, jak strasznie pogryzły go szczury. Ciało miał


Strony: