W Hararze

Autor: Karol May

przebitą szyją. Następca jego pośpieszył ku bramie, otrzymawszy klucze z rąk pana. Sułtan był wściekły. Oświadczył wprawdzie, że pogardza szczepem Somali, ale chciał jak najszybciej zobaczyć podarki.
Emir zameldował się dopiero w południe. Sułtan nie kazał mu czekać przed bramą, jak postanowił wczoraj, lecz wydał rozkaz wpuszczenia go natychmiast i wprowadzenia do pałacu. Arafat zjawił się wkrótce. Towarzyszyło mu pięć osób, które eskortowały wielbłąda objuczonego podarunkami dla sułtana. Przed salą audiencyjną musieli odłożyć broń i zdjąć obuwie. Władca przyjął ich obcesowo.
— Dlaczego nie padacie na kolana? — zawołał.
— Padamy na kolana tylko przed Allachem — odpowiedział dumnie emir. — Jesteśmy wolnymi ludźmi i nie modlimy się do żadnego człowieka.
— Dlaczego przybywasz tak późno?
Pytał tonem tak niegrzecznym, że emir odparł z gniewem:
— Bo mi się tak podobało.
— Powinieneś postępować według mojej woli, a nie według swojej. Czy wiesz, że z twego powodu zabiłem dwóch strażników?
— Nie moja to wina. Przyjechałem jako kupiec, a nie


Strony: