W Hararze

Autor: Karol May

mogę się go doczekać. Niech przez całą godzinę stoi pod bramą ze swoimi ludźmi. I tak okazuję temu psu laskę, że mu w ogóle pozwalam wejść do miasta.
Otman był przekonany, że sułtan zaraz go przyjmie, toteż zdziwił się niepomiernie, gdy nowo mianowany strażnik powiedział do niego:
— Wróć do swego pana i przekaż mu, że nasz władca nie chce cię widzieć.
— Allach jest wielki! A dlaczego to?
— Bo pogardza szczepem Somali. Strażnik, który pytał, czy cię można wpuścić, poniósł za to śmierć. Jestem jego następcą.
— Powiadasz, że mam wrócić do swego pana?! Powiadasz, że sułtan pogardza szczepem Somali?! — pienił się Otman. — A czy wiesz o tym, że nie mam pana?! My, Somalijczycy, jesteśmy wolnymi ludźmi, a wy nikczemnymi parobkami i niewolnikami!
Życie wasze należy do tyrana. Zabiera je, gdy mu na to przyjdzie ochota. Powiada, że nami pogardza. Ale mimo to kupuje nasze towary i targuje się z nami! Bądź zdrów, niewolniku swego kata!
Wsiadł na wielbłąda i odjechał.
Wkrótce miasto pogrążyło się we śnie. Spali wszyscy z wyjątkiem naszych dwóch jeńców i


Strony: