W Hararze

Autor: Karol May

swych poddanych cenił mniej niż pierwszą lepszą muchę.
Strażnik ukląkł, zamknął oczy i nadstawił kark. Sułtan wyciągnął swój jatagan, zamierzył się i uderzył. Cios był bardzo silny, strumień krwi trysnął z rany, ciało runęło na ziemię.
— Taki los musi spotkać wszystkich, którzy są nieposłuszni! — zawołał sułtan. Potem zapytał kata, który wrócił właśnie z więzienia: — Czy w dobrym miejscu umieściłeś jeńca?
— Tak, panie — odparł kat, plackiem padając przed władcą
— Zepchnąłem go do najgorszego lochu. Będzie miał straszną przeprawę ze szczurami.
— Doskonale! Jesteś posłusznym sługą, więc nie minie cię nagroda. Zajmiesz miejsce strażnika. Urząd twój rozpoczyna się od tej chwili. Idź przed bramę i powiedz temu przeklętemu Somalijczykowi, by go Allach potępił. Niechaj wraca do swego pana i zamelduje, iż oczekuję jego podarków w dwie godziny po nastaniu świtu. Teraz nie może wejść do miasta żaden mieszkaniec Hararu, a co dopiero Somalijczyk.
— Czy mam emira wpuścić natychmiast, gdy się zbliży z podarunkami?
— Nie. Pomyślałby, że nie


Strony: