W Hararze
Autor: Karol May
do lochu. Hrabia, chcąc nie chcąc, wziął wór z wodą.
Najpierw spuścili na dół swe zdobycze, potem sami zeszli. Zaspokoili głód i pragnienie, po czym znowu wrócili na górę, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Mogli tam siedzieć, póki miasto spało. Gdy usłyszeli daleki gwar, umieścili płytę na właściwym miejscu i zsunęli się do lochu.
— Czy pozostaniemy razem, senior? — zapytał Mindrello.
— Nie. Po co igrać z losem. Być może, zechcą zobaczyć któregoś z nas. Wracam do mojej celi. Na wszelki wypadek wstawmy też kamienie w otwór między moim a twoim lochem.
Niewolnica
Podczas gdy Otman wyprawiony przez dowódcę karawany czekał pod bramą miejską, strażnik udał się do sułtana, aby go zameldować. Wszedł do pałacu w chwili, gdy właśnie odprowadzano do więzienia hrabiego Fernanda. Przestąpił próg sali. Sułtan wciąż jeszcze siedział na ławie. Twarz władcy była ponura, gniew na krnąbrnego niewolnika nie minął. Kto go znał, wiedział, że w takiej chwili niebezpiecznie było zbliżać się do niego. Zmierzył strażnika ostrym wzrokiem i zapytał:
— Czego chcesz o tak
Najpierw spuścili na dół swe zdobycze, potem sami zeszli. Zaspokoili głód i pragnienie, po czym znowu wrócili na górę, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Mogli tam siedzieć, póki miasto spało. Gdy usłyszeli daleki gwar, umieścili płytę na właściwym miejscu i zsunęli się do lochu.
— Czy pozostaniemy razem, senior? — zapytał Mindrello.
— Nie. Po co igrać z losem. Być może, zechcą zobaczyć któregoś z nas. Wracam do mojej celi. Na wszelki wypadek wstawmy też kamienie w otwór między moim a twoim lochem.
Niewolnica
Podczas gdy Otman wyprawiony przez dowódcę karawany czekał pod bramą miejską, strażnik udał się do sułtana, aby go zameldować. Wszedł do pałacu w chwili, gdy właśnie odprowadzano do więzienia hrabiego Fernanda. Przestąpił próg sali. Sułtan wciąż jeszcze siedział na ławie. Twarz władcy była ponura, gniew na krnąbrnego niewolnika nie minął. Kto go znał, wiedział, że w takiej chwili niebezpiecznie było zbliżać się do niego. Zmierzył strażnika ostrym wzrokiem i zapytał:
— Czego chcesz o tak
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169