W Hararze

Autor: Karol May

Przeciwnie. Hrabia czuł się szczęśliwy, że ma przy sobie człowieka, który mu sprzyja. Człowiek ten ujął go za rękę i rzekł:
— Ach, don Fernando, pozwól, że uścisnę pańską dłoń. Co to za radość po tak długich cierpieniach spotkać rodaka! Pochodzę z Manresy.
—.Z Manresy? Tak blisko Rodrigandy?
— Tak. Jestem zwyczajnym prostakiem, nazywam się Mindrello. O, panie, mam ci tyle do powiedzenia! Ale najpierw chciałbym wiedzieć, kiedy opuścił pan Meksyk?
— Już bardzo dawno. Nie mogę określić dokładnie, ale sądzę, że gniję w niewoli mniej więcej od osiemnastu lat.
— O, Dios! A więc nie wie pan zapewne, że pański brat został uznany za zmarłego?
— Nie. Kiedy to się stało?
— Przed osiemnastu laty.
— Powiadasz, że go uznano za zmarłego? A może naprawdę umarł? Gdy się zastanawiam nad tym, co mnie spotkało, nabieram przekonania, że są ludzie, którym bardzo zależy na tym, aby zginął i on, i ja.
— Bez wątpienia ma senior rację. Ale jak się pan tu znalazł?
— Nie mówmy o tym na razie. Powiedz mi przede wszystkim, jakie masz wiadomości o mojej


Strony: