W Hararze

Autor: Karol May

rozstawił wszystkie palce. W tej samej chwili wysunęła się z kąta jakaś postać, podeszła do jeńca i ciężką laską bambusową wymierzyła mu dziesięć uderzeń. Bity nie drgnął nawet. Mogło się zdawać, że jest przyzwyczajony do takiego traktowania i że ciosów już wcale nie czuje.
— Czy odwołasz? — zapytał sułtan.
— Nie!
Władca rozkazał, aby wymierzono mu następne piętnaście kijów.
Gdy i to nie poskutkowało, zagroził:
— Pokażę ci, jaką moc posiadam. Jesteś chrześcijańskim psem. Nakazałem ci czcić proroka, ale dotychczas nie usłuchałeś mnie. Dziś rozkazuję po raz ostatni. Czy będziesz posłuszny, nędzny robaku?
— Nigdy! Zabrałeś mi wolność, możesz pozbawić życia, ale wiary mojej ci nie oddam. Tu kończy się twoja moc! Sułtan zacisnął pięści.
— Każę cię wrzucić do najgłębszego lochu!
— Uczyń to! Chcę umrzeć, tęsknię za śmiercią. Skończą się moje męki, nareszcie znajdę spokój i ciszę.
— Stanie się, jak chcesz. Wtrąćcie go do najgorszego z lochów! Kat wyprowadził starca na dziedziniec. Tam przyłączyło się do niego


Strony: