Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

dopiero. Żal mi pana. Chętnie coś dla pana zrobię.
— Gdyby mógł mnie pan zawieźć do hacjendy del Erina…
— To trudna sprawa. Hacjenda leży daleko, a pan jest ślepy i ranny. A poza tym powinien pan unikać spotkań z ludźmi.
— Wynagrodzę seniora sowicie, obiecuję!
— Jest pan bogaty?
— Tak.
— Wprawdzie pomagając nieszczęsnemu, nie pytam nigdy o stan jego majątku, ale zawieźć pana do tej hacjendy, to nie byle co. Skoro można zarobić, chyba tylko głupiec przepuściłby taką okazję.
— A więc… Jeśli mnie pan szybko i bezpiecznie dowiezie na miejsce, dostanie tysiąc dolarów. Czy dosyć?
— Do pioruna! Musi pan być bardzo bogaty. Oczywiście, że się godzę.
— Jak długo potrwa podróż?
— Nie potrafię z góry określić. Zależy, jakie trudności napotkamy, a tego nie mogę przewidzieć.
— Czy ma pan dobre wierzchowce?
— Znośne, ale zmęczone. W drodze będziemy je mogli wymienić. Zrobimy to uczciwie: dopłacimy do nowych. Mam przy sobie trochę grosza.
— Ja też mam pieniądze. Właśnie tyle, ile panu przyrzekłem. Apacze zapomnieli mi


Strony: