Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

pan spotkał?
— Wczoraj po południu. Nad rzeką.
— Do licha, chyba to nie jest… Niech mi go pan opisze!
— Chudy, wysoki jegomość z olbrzymim nosem, w szarym ubraniu, w cylindrze, w binoklach i z parasolem w ręku.
— To jego uważa pan za Anglika? Sępiego Dzioba, myśliwego i poszukiwacza ścieżek?
— Sępi Dziób? Nieobce mi to przezwisko.
— Znane jest na całej granicy. Ale nim pogadamy, muszę założyć seniorowi opatrunek. Czy ma pan chustkę lub coś podobnego?
— Miałem chustkę, ale gdzieś ją zgubiłem.
— No, trudno, dam panu swoją. Prawe oko wypłynęło całkowicie. Lewe można jeszcze uratować. Powieki są tak spuchnięte, że ledwo widać gałkę.
Pochylił się nad wodą, zanurzył w niej chustkę, a następnie przewiązał oko Corteja.
— Na razie to wystarczy. Znam pewne ziele, którym Indianie leczą rany. Kiedy je znajdę, zobaczy pan, jak szybko odzyska wzrok. Przewiozę seniora na koniu przez rzekę. W mojej chacie będzie pan mógł spokojnie wracać do zdrowia.
— Nie mogę, senior. Bliscy czekają na mnie.
— Gdzie?
— Czy zna pan hacjendę


Strony: