Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

/> — Do stu piorunów! Ślepy na tym pustkowiu? Zawołaj raz jeszcze, abym mógł się zorientować po głosie.
— Halloo! Halloo!
— Doskonale, już wiem. No, kary, wracamy na ląd!
Do uszu Corteja dotarł tętent zbliżających się koni. Wkrótce ucichł i ktoś zeskoczył na ziemię.
— Mój Boże, senior, jak pan wygląda? Kim pan jest?
— To pan mi powiedz, kim jesteś.
— Myśliwym z tamtych stron.
— Z Teksasu?
— Tak.
— Jankes?
— Tak, lecz Francuz z pochodzenia.
— Skąd pan przybywa?
— Z Monclovy.
— Ach! Do jakiej partii pan należy?
— Do żadnej. Co mnie obchodzą partie! Żyję dla siebie samego.
— Jak się senior nazywa? \
— Grandeprise. \
— To dziwne i rzadko spotykane nazwisko. Ale już gdzieś je słyszałem. Czy ma pan krewnych?
— Słuchaj, no, senior! — obruszył się Grandeprise. — Zadaje pan za dużo pytań! Lepiej byłoby, by pozwolił mi pan obejrzeć swoje oczy, niż zabawiał się w śledczego.
— Przepraszam, senior Grandeprise! Jestem w fatalnej formie. Dziękuję, że chce mi pan


Strony: