Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

lorda, a mimo to każę pana wychłostać, jeśli natychmiast nie usłucha mnie pan!
— Spróbuj pan!
— Zejść z koni! — rozkazał Meksykanin.
Nie zauważył spojrzenia, jakie traper rzucił na wspaniałego deresza, z którego zeskakiwał jeden z jeźdźców. Nie zauważył także, jak rzekomy Anglik powoli wysuwał z kieszeni ręce, w których trzymał dwa rewolwery.
— Obiją pana — powtarzał Cortejo — obiją jak nędznego włóczęgę, jeśli natychmiast nie wykona pan mego rozkazu!
Sępi Dziób chwycił parasol w zęby; nawet jego nie chciał stracić. Błyskawicznie wyciągnął rewolwery i uderzył nimi Corteja między oczy, a następnie zaczął strzelać raz po raz, powalając bandytów.
Cortejo leżał na ziemi nic nie widząc. Wymachiwał rękoma i nogami, drąc się wniebogłosy. Najemnicy zastygli z przerażenia. Nie spodziewali się po tym flegmatycznym Angliku tak nagłego ataku.
Po kilkunastu sekundach myśliwy przestał strzelać i wydał okrzyk do złudzenia przypominający głos sępa. Po chwili go powtórzył — siedział już na wspaniałym dereszu. Spiął wierzchowca ostrogami i popędził ku


Strony: