Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

powstrzymał Indianina. Gdyby nie pan, już bym nie żył.
— O jakich więźniach mówisz?
— O tych trzech, którzy leżą w piwnicy. Codziennie przez otwór w ścianie podawałem im chleb, wodę i świece. Prosił mnie o to mój towarzysz, który musiał wyruszyć z Cortejem. Spodziewam się, że pan będzie miał wzgląd na to, senior.
Sternau domyślił się, że Meksykanin mówi o tym człowieku, któremu stale pojawiało się oblicze hacjendera i który, umierając w lesie nad Rio Grande, w ostatnich słowach oświadczył, że dawał jeńcom chleb i wodę.
— Nie zginiesz. A jak tam twoje rany? Zbadał go szybko.
— Nie jesteś ranny śmiertelnie, tylko osłabił cię upływ krwi. Zaraz założę ci opatrunek.
Opatrzył go, jak mógł najszybciej, i polecił opiece Miksteków, którzy stali z pochodniami w sieni.
Tymczasem walka dobiegała końca. Ostatni Meksykanie padli. Tylko poza folwarkiem, w szczerym polu rozlegały się jeszcze pojedyncze strzały. Niedźwiedzie Serce podszedł do Sternaua, który stał przy bramie.
— Zwycięstwo — zameldował z właściwą sobie zwięzłością.
— Czy uciekł


Strony: