Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

jasno oświetlony palącymi się stosami drewna. Ludzie Corteja zaszyli się w jednym z kątów podwórza. Nie było ich więcej niż dwunastu, piętnastu. Zrozumieli widać, że nie mogą spodziewać się ratunku ani oczekiwać łaski i bronili się zaciekle. Nie ulegało jednak wątpliwości, że ich sytuacja z każdą chwilą stawała się coraz bardziej beznadziejna. Bawole Czoło stał koło parkanu i raz za razem wysyłał w ich kierunku śmiertelne kule.
— Daruj im życie! — zawołał Sternau. — Dosyć krwi! Trzeba postępować po ludzku!
— Czy senior Arbellez jest zdrowy? — zapytał ostrym tonem wódz.
— Leży jeszcze w piwnicy. Wkrótce zaniosą go na górę.
— A więc istotnie skazano go na śmierć głodową? Arbellez jest moim druhem i bratem, muszę go pomścić! — podniósł strzelbę i wymierzył.
W tym momencie Sternau zwrócił uwagę na scenę rozgrywającą się opodal. Na ziemi leżał ranny Meksykanin i bronił się rozpaczliwie przed Miksteką, który usiłował przebić go nożem.
— Łaski, łaski! — błagał ranny.
— Nie ma łaski! Musisz umrzeć! — ryknął Indianin, chwytając go


Strony: