Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

ogarek świecy.
— Czy jest tu senior Arbellez? — zapytał doktor.
— Tak — jęknął vaquero, usiłując się podnieść. — To mój pan. Ja jestem Anselmo.
Sternau podszedł bliżej. Odblask lampy padł i na jego twarz. Anselmo poznał go.
— O Boże! Senior Sternau! Jesteśmy ocaleni!
— Tak. Wreszcie doczekaliście się ratunku. Czy hacjendero żyje?
— Żyje. Ale jest tak wyczerpany, że może tylko szeptać.
— A czy da radę chodzić?
— O tym nie ma co marzyć.
— Muszę teraz wrócić na górę, ale przyjdę po was niebawem. Nie zamykam drzwi, niech wejdzie trochę świeżego powietrza.
— O Święta Panienko, co za cud! — Maria Hermoyes żegnała się znakiem krzyża. — Czy to naprawdę pan, drogi, dobry senior Sternau? Czy jesteśmy wolni, naprawdę wolni?
— Słyszycie strzały?
— Tak — potwierdził vaquero. — Czy to sam prezydent Juarez z wojskiem?
— Nie. Bawole Czoło zwołał swoich Miksteków.
Sternau ponownie oświetlił Arbelleza. Starzec leżał z otwartymi oczami i nie spuszczał ich z wybawcy. Gdyby nie radosny uśmiech, wyglądałby


Strony: