Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

się ze strachu, policzki pobladły.
— O mój Boże… Sternau! — wyjąkała przerażona.
— Tak we własnej osobie. A tu widzi pani seniora Ungera, męża Emmy Arbellez.
Josefa opanowała się.
— Czego chcecie? — powtórzyła.
— Chcę tylko zwrócić pani papier — Sternau wyciągnął z kieszeni list, który odebrał od jej gońca. Podszedł i podał jej pismo. Jej własny list! Załamała się.
— Skąd go pan ma? — szepnęła.
— Odebraliśmy zabitemu Meksykaninowi.
— Zabitemu…?
— Z całym oddziałem wpadł w nasze ręce. Wszyscy bez wyjątku zginęli.
Ledwo zdołała wykrztusić:
— Polegli? To straszne!
— Niech się pani uspokoi. Nie warto ich żałować. Zresztą i tak nie dotarliby z listem do celu, gdyż napadliśmy również na pani ojca, kiedy czatował na lorda. Z jego ludzi również nikt nie uszedł z życiem. Czy sam ocalał, nie wiadomo jeszcze.
— O Boże, o Boże! — wyjęczała.
— Nie wzywaj pani imienia Bożego nadaremnie! Jesteś diabłem, nie możesz się spodziewać pomocy od Boga.
Słowa te przywróciły jej nieco


Strony: