Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

przydarzyć! Gdzie Cortejo?
— Do diabła! To na pewno Pantera Południa we własnej osobie — szepnął ktoś z tyłu. Ta uwaga podziałała.
— Nie ma tu seniora Corteja, opuścił na krótki czas hacjendę. Dokąd się udał, nie wiemy.
— Ale jest przynajmniej seniorita?
— Tak, mieszka na piętrze.
— Znajdę sam, możecie nas nie prowadzić.
Było to po myśli bandytów. Nikt nie miał ochoty iść za nim, kiedy opuścił wraz z Ungerem pokój.
Josefa Cortejo leżała w hamaku i cierpiała okrutnie. Zły stan zdrowia pogorszył się jeszcze wskutek niewłaściwej pielęgnacji. Pocieszała ją tylko nadzieja rychłego a zwycięskiego powrotu ojca z ogromną zdobyczą.
Na korytarzu rozległy się prędkie, głośne kroki. Może to już on? — pomyślała i podniosła się mimo bólu. Weszli dwaj mężczyźni, nie zapukawszy nawet ani się nie ukłoniwszy. Co to za ludzie? Czy już nie widziała kiedyś tej atletycznej postaci? — przemknęło jej przez myśl.
— Kim jesteście? Czego chcecie? — spytała.
— Ach, nie poznaje mnie już pani, seniorka? — zadrwił Sternau. Oczy jej rozszerzyły


Strony: