Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

zejść z drogi.
— Oduczę pana tych żartów! Musi pan zaraz obiecać, że odda nam cały ładunek.
— Nic z tego.
— Zmuszę pana! Jest senior moim jeńcem!
— Phi! — traper plunął obok nosa Corteja, nie przestając wywijać parasolem w powietrzu. — Jeniec? Znakomicie! Bardzo znakomicie! Już dawno chciałem być jeńcem!
— No, w tym przypadku pańskie życzenie się spełni. Proszę rozkazać swym ludziom, aby nie płynęli dalej.
— Dobrze.
Powiedział to takim tonem, jak gdyby godził się na żądanie Corteja. Wziął parasol pod pachę, przystawił obie ręce do ust i zawołał tak głośno, aby usłyszano go na parowcu:
— Zatrzymać się tu! To Pablo Cortejo!
— Do diabła! Co pan wyprawia! Po ci ich pan powiadamia, kim jestem? — denerwował się Cortejo.
— Przecież pan chciał tego — zauważył obojętnie traper.
— Wcale nie. Zresztą nie wystarczy, by łodzie się zatrzymały. Muszą przybić do brzegu.
Sępi Dziób potrząsnął głową.
— Tego im nie rozkażę. Nawet zabronię.
— Potrafimy panu przeszkodzić! Ilu ma pan ze sobą ludzi?

Strony: