Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

krzyknął z radości.
— Wszyscy święci! Nie mogę wprost uwierzyć! Senior Unger! Boże, co za szczęście! A czy seniorita Emma również żyje?
— Żyje i niebawem wróci do hacjendy. Powiedz mi, kto skazał jej ojca na śmierć głodową.
— Chyba seniorita Josefa.
— Czy Cortejo był jeszcze wówczas w hacjendzie?
— Tak.
— W takim razie oboje poniosą zasłużoną karę.
Unger zmienił się na twarzy. Widać było, że pała żądzą zemsty. Również w oczach Bawolego Czoła, który przysłuchiwał się rozmowie, pojawił się gniew. Biada Cortejowi i jego córce, jeśli wpadną w ich ręce!
Droga prowadziła po zboczu góry. Zanim zgasły ostatnie promienie dnia, dotarli do sadzawki aligatorów. Jej powierzchnia była gładka. Bawole Czoło zatrzymał się na brzegu i wydał żałosny okrzyk, jakim wabi się krokodyle. Natychmiast wyłoniło się z głębi kilka łbów. Zwierzęta dopełzły do brzegu i poczęły kłapać paszczami, wydając głuchy dźwięk.
— Uff! Długo nie żarły! — rzekł Miksteka. — Wkrótce się nasycą. Bawole Czoło postara się o jadło dla świętych krokodyli.

Strony: