Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

/> — Niestety nie. Tylko jego ślad.
— To niedobrze! A więc żyje?
— Tak, a tą chustką przewiązywał sobie oczy — pokazał im przepaskę.
— Czy jeszcze coś wiadomo? — dopytywał się lord.
— Pewne jest to, że ma zranione oczy. Po drugie, że pływał na małej tratwie.
— A więc słusznie przypuszczał mój sternik, że zdradzili go najemnicy.
— W takim razie musiał przeżywać okropne chwile. To nie przelewki być ślepym i samotnie pływać na tratwie.
— Przypuszcza pan zatem, że istotnie oślepł?
— Przynajmniej chwilowo. Być może opaska zsunęła mu się z oczu i nie mógł jej znaleźć. Prąd zaniósł na brzeg jego małą tratwę. Jakoś wydostał się na ląd. Znaleziono go pośród sitowia.
— Kto? — spytał prezydent.
— Myśliwy, którego dziś spotkaliśmy.
— Ach, ten! A więc nasi Apacze się spóźnili?
— Tak, niestety. Ten człowiek pojechał z nim, jak się wydaje, w kierunku południowym.
— A więc jeszcze nie wszystko stracone! Został w kraju. Gdyby znalazł się na drugim brzegu, dotarłby do Teksasu i stracilibyśmy nad nim


Strony: