Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

ale kiedy pojechali dalej, odnaleźli jego ślad.
— A więc tutaj wjechał do rzeki, a nieopodal wyjechał z niej? Nie rozumiem po co. Aby tylko napoić konie, nie trzeba wjeżdżać do rzeki. Poza tym, jeśli miał tak prędko wrócić na brzeg, po co mu było sitowie? A zatem należy przypuszczać, że zamierzał się przeprawić, ale z jakiegoś sobie tylko znanego powodu zrezygnował z tego.
— Matava–se jest nader dociekliwy.
— A więc moi czerwoni bracia znaleźli coś jeszcze?
— Tak. Niech mój brat mi towarzyszy.
Indianin wszedł w sitowie a Sternau poszedł za nim. Ciężko było się tutaj poruszać, ale trud wnet się opłacił. Po stu krokach stanęli nad rzeką. I wtedy Sternau zobaczył tratwę skleconą z sitowia i gałęzi. Była zbyt obszerna jak dla jednego człowieka.
— Mój biały brat niech obejrzy tratwę! — zachęcił Indianin.
— Już to robię. Ale czy mój czerwony brat znalazł coś, co mogłoby nam wyjaśnić, do kogo należała ta tratwa?
— Owszem.
Indianin sięgnął za pas i wydobył barwną chustkę, złożoną w przepaskę i związaną na końcach. Wyglądała tak,


Strony: