Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

Tak. Jednego dosiadł, a drugiego prowadził. Miał zatem dwa wierzchowce.
Indianin wyciągnął rękę w kierunku rzeki. Sternau patrzył na ziemię próbując znaleźć dalsze ślady.
— Wjechał do rzeki — mówił — ale przedtem zsiadł, aby zebrać sitowie. A więc chciał się dostać na drugi brzeg. Zabrał nawet kilka pęków, aby ułatwić pływanie koniowi.
— Mój brat słusznie sądzi. Kto to mógł być?
— Być może myśliwy, którego dzisiaj spotkaliśmy. Podążał mniej więcej w tym kierunku. Trzeba jeszcze dokładniej to zbadać.
— Czerwoni mężowie już to uczynili. Matava–se niechaj tu przyjedzie i obejrzy ślady.
Wskazał na miejsce wydeptane kopytami. Trzeba nie lada umiejętności, aby coś z tego wywnioskować. Po kilku sekundach Sternau oświadczył:
— Tu pasły się konie, podczas gdy jeździec zbierał sitowie. Przypuszczam, że konie się pogryzły. Być może wydarły sobie trochę sierści. Trzeba poszukać, a nuż coś się znajdzie.
— Czerwoni mężowie szukali. Mój brat niech obejrzy ten włos z końskiego ogona — podał Sternauowi czarny włos.
— A ten drugi


Strony: