Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

zobaczył Indianina.
— Niech mój biały brat tu przyjdzie! — wołał Apacz. — Jest ślad.
— Czyj?
— Nie wiem. Jestem tylko gońcem.
Ponieważ wszystkie łodzie były na rzece. Sternau wsiadł do małej jednowiosłowej dingi, przeznaczonej do osobistego użytku lorda.
— Jedziemy! — rzekł Apacz, gdy tylko doktor przybił do brzegu. — Oto koń mojego brata.
Sternau dosiadł wierzchowca i pojechali galopem. Indianin zatrzymał się dopiero po godzinie. Czekała tam na nich grupa jeźdźców, która przeszukiwała prawy brzeg. Po minach Apaczów widać było, że coś znaleźli. Jeden z nich siedział na ziemi. Krucze pióra we włosach wskazywały, że to przywódca. On to zapewne kierował poszukiwaniami. Ujrzawszy Sternaua, podniósł się i rzekł:
— Matava–se niech do mnie podejdzie!
Sternau zsiadł z konia, oddał uzdę najbliżej stojącemu Indianinowi i zbliżył się do przywódcy. Ten wskazał na ziemię.
— Niech mój biały brat zobaczy! Sternau pochylił się i przyglądał chwilę.
— To ślad jeźdźca! — powiedział.
— Czy brat mój widzi, ile jest koni?


Strony: