Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

Pojedzie pan z nami do miejsca, gdzie zatrzymały się statki. Wyda je pan nam albo zginie. Rozważ to sobie senior!
Sępi Dziób splunął na kapelusz przywódcy.
— Gdzie wasz wódz? — zapytał.
— Ja nim jestem! Poza tym skończ, senior, z tym swoim przeklętym pluciem, bo nauczę pana jak odróżniać spluwaczkę od sombrera, który nosi caballero!
„Anglik” wzruszył ramionami.
— Caballero? Phi! Pytałem o Corteja.
— Zamordowali go pańscy ludzie. Podczas salwy był na rzece i został postrzelony, a może utonął.
— Szkoda. Chętnie bym go powiesił!
— To właśnie zrobimy z panem. Ale najpierw pojedziemy po łup. Naprzód, senior, bo panu pomogę!
— A to w jaki sposób?
— W taki!
Wyciągnął pistolety i przyłożył traperowi do czoła.
— Jeśli pan natychmiast nie dosiądzie konia, strzelę panu w łeb!
— Sam zakosztuj kulki! — wycedził Sępi Dziób. Błyskawicznym ruchem wyrwał pistolet zza pasa i wystrzelił.
Meksykanin runął z przebitą piersią. Jego kamraci chwycili za broń, ale w tym samym momencie padła salwa z zagajnika. Stu jeźdźców


Strony: