Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

popędził konia, pozostali poszli za jego przykładem. Zatrzymali się tuż przy Sępim Dziobie.
— Halo, senior, czy to pan, czy pański duch? — zapytali chórem. Sępi Dziób odwrócił się flegmatycznie, podniósł powoli, zamknął parasol, przypatrzył się Meksykanom przez binokle i odparł:
— Mój duch!
— A nie pańskie ciało?
— Wszak wczoraj mnie zastrzelono, a raczej zabito na śmierć!
— Nie pleć bzdur, senior! Wczoraj udało się panu uciec, ale dziś to się już nie uda.
— Wcale tego nie zamierzam, chcę zostać z wami.
— Gdzie spędził pan tę noc?
— W lesie.
— Ma pan teraz innego konia. Skąd go pan wziął?
— To nie inny koń.
— Wczoraj uciekł senior na dereszu, a teraz ma kasztana.
— Kasztan jest duchem deresza.
— Niech senior nie żartuje! Zabił pan wczoraj bądź zranił dwunastu naszych, dzisiaj zapłaci nam za to. Czy senior wie, gdzie są parowce i łodzie?
— W waszych rękach. Chcieliście je przecież zdobyć.
— Niestety, i to się nie powiodło. Pańscy ludzie strzelali do nas kartaczami. Niech pan wsiada na konia.


Strony: