Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

Dziób nie odstępował doktora. Wiercił się w siodle, mruczał coś do siebie, wreszcie zwrócił się do towarzysza:
— Senior, czy mogę zrobić im kawał? Wczoraj zwiałem. Niech mnie dzisiaj po raz drugi schwytają.
— To niebezpieczne.
— Phi! Proszę jeszcze raz o pańską lunetę! Obserwował zbliżających się jeźdźców, po czym powiedział:
— To na pewno oni! Na czele jedzie drab, który udawał posłańca prezydenta. Senior, pozwól mi zabawić się ich kosztem!
Nie czekając na zgodę, zeskoczył z konia i wyprowadził go z zagajnika. Usiadł na trawie plecami do zbliżających się jeźdźców, nasunął cylinder na czoło i rozpiął nad sobą parasol! Z binoklami na nosie wyglądał jak człowiek tak zatopiony w rozmyślaniach, że nie dostrzega nic, co się dzieje wokół niego.
Niebawem bandyci go zauważyli. Przywódca, zdumiony, osadził konia.
— Do diabła! — krzyknął. — Spójrzcie, tam ktoś siedzi na ziemi! Jego kamraci spojrzeli we wskazanym kierunku i zobaczyli wielki parasol, a pod nim szary cylinder.
— Wszyscy święci, to Anglik! Teraz my jesteśmy górą! Mówiąc to, herszt


Strony: