Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

mknące na czele oddziału konie, były — jak się okazało — znakomite. Sternau, Sępi Dziób i Mariano znacznie wyprzedzili towarzyszy.
Koło południa doktor spostrzegł ruchomy punkt na widnokręgu.
— Zatrzymajmy się! — zawołał. Osadził w miejscu konia i wyciągnął lunetę.
— Co tam wodzisz? — dopytywał się Mariano zniecierpliwiony zwłoką.
— Nadjeżdżają jacyś ludzie.
— Od strony rzeki? To może być tylko Cortejo i jego banda. Daj mi, senior, lunetę! — poprosił Sępi Dziób.
— Niech mnie powieszą, jeśli to nie oddział tego drania! — zawołał traper po chwili.
— Czy widzi pan dokładnie?
— Nie bardzo. Są jeszcze zbyt oddaleni.
— A więc poczekajmy!
Tymczasem nadjechał Juarez wraz z całym oddziałem. Kiedy Sternau powiedział mu, dlaczego się zatrzymali, spytał:
— Co pan radzi, senior doktor?
— Ukryjemy się w zagajniku i podzielimy na trzy pododdziały: przedni, środkowy i tylny. Pierwszy i trzeci okrążą ich, gdy Sępi Dziób da sygnał.
Indianie wycofali się między drzewa i podzielili zgodnie z propozycją Sternaua. Sępi


Strony: