Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

rano.
— Czy spotkał pan większy oddział jeźdźców, a może zauważył coś podejrzanego? — prezydent szybko zadawał pytania, uważnie obserwując myśliwego. Ten jednak zaprzeczał stanowczo.
— Czy ktoś z was — prezydent zwrócił się do swoich ludzi — zna tego człowieka?
— Ja — powiedział Sępi Dziób. — Spędziłem kiedyś noc u niego. Zapewne przypomni mnie sobie.
— To wystarczy. Naprzód!
Oddział pomknął dalej. Grandeprise patrzył za nimi ponuro.
— Niech diabli porwą tych wielkich panów! — mruknął. — Gdyby nie Sępi Dziób, nie przestano by mnie wypytywać. Co mnie obchodzą inni ludzie? Mam dosyć własnych kłopotów.
I ruszył przed siebie, trzymając za uzdę jucznego konia.
Mariano przyłączył się do Sternaua i Sępiego Dzioba. Był bardzo podniecony. Zbliżało się spotkanie z tymi, których już od dawna nie miał nadziei zobaczyć. Jego koń dobywał ostatka sił, ale Mariano wciąż go popędzał.
— Szkapa padnie, Mariano — powiedział Sternau. — Pozwól jej odetchnąć!
Nic to nie pomogło. A wierzchowiec Mariana nabrał nagle wigoru. Te trzy,


Strony: