Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

Strumienie wody trysnęły do góry. Zakołysały się łodzie. Kiedy strzały umilkły, słychać było wyraźnie krzyki i jęki zaatakowanych. Po chwili zgasły rakiety i zapanowała ciemność.
— Wystrzelić ponownie! — rozkazał sternik.
Wybuchnął nowy snop światła. Rzeka — widzieli to w jego blasku — usłana była ciałami wrogów, a ci, którzy ocaleli, uciekali do brzegu. Jakaś tratwa mknęła z prądem. Leżący na niej człowiek wydawał się martwy. Gdyby lord wiedział, że to Cortejo, nie omieszkałby wysłać za nim czółna.
— Zwyciężyliśmy! — radował się sternik.
— Teraz tak — lord był bardziej sceptyczny. — Należy się jednak spodziewać, że ponowią próbę dostania się na parowce i łodzie.
— Odpłyńmy więc stąd.
— Nie możemy. Tu musimy czekać na Sępiego Dzioba. Tak się przecież umówiliśmy.
— On nas i tak znajdzie. A zresztą nie wróci przecież przed jutrzejszym południem, do tego zaś czasu przypłyniemy z powrotem.
— Czy nie sądzi pan, że Meksykanie pojadą za nami wzdłuż brzegu?
— W tej ciemności przez lasy i krzewy? To niemożliwe!

Strony: