Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

dał, żeby ten człowiek wpadł w moje ręce.
— Kiedy Juarez nadciągnie, na pewno go schwyta.
— Miejmy nadzieję.
Niebawem ujrzano, że pościg wrócił bez Sępiego Dzioba.
— Miał pan rację — zwrócił się lord do sternika. — Nie złapali go. Ale co zrobią dalej? Może opuszczą to miejsce? Musimy czekać.
Tymczasem Meksykanie rozbili obóz i rozpalili ognisko.
— Niech pan powie, milordzie — spytał sternik — czy to gorzej dla nas, że zostają?
— Nie sądzę, choć przypuszczam, że zamierzają złożyć nam wizytę, aby zdobyć ładunek. Zapewne sklecą tratwy. Nie zapalajmy świateł i czuwajmy w ciemnościach. Niech działa będą ustawione we wszystkich kierunkach.
Spełniono rozkazy. Po mniej więcej pół godzinie ognisko Meksykanów zagasło. Brzeg i rzeka tonęły w głębokim mroku. Po pewnym czasie sternik zawołał:
— Zdaje się, że nadchodzą! Wystrzelić rakiety!
W jasnym świetle ujrzeli Meksykanów płynących głowa przy głowie. Przebyli już połowę drogi do parowców.
— Ognia! — rozkazał lord Dryden gromkim głosem.
Rozległ się potężny huk.


Strony: