Traper Sępi Dziób
Autor: Karol May
miejsca.
— Z początku muszę się ukrywać — mruknął — aby mnie nie znaleźli moi ludzie, jeśli zechcą szukać.
Ostrożnie dotykając, przekonał się, że znalazł to, czego szukał. Położył się na ziemi.
— A więc przynajmniej nie utonąłem! — cieszył się. — Szczęście nie opuściło mnie jeszcze. Kto wie, czy nie zdołam ocaleć!
Wysiłek, ból i gorączka tak go trawiły, że zapadł w sen, co prawda niespokojny, ale bądź co bądź dający zapomnienie. Obudził go chłód. Po wietrze i opadającej mgle zorientował się, że dnieje. I wówczas przekonał się z radością, że lewe oko niezupełnie straciło zdolność widzenia. Gdy pierwsze promienie słońca padły na wodę, wydało mu się, że dostrzega tę słoneczną pozłotę. Nie było to złudzenie. Wprawdzie stan zapalny nie ustąpił, ale z minuty na minutę się zmniejszał, a koło południa Cortejo mógł nawet dojrzeć własną rękę.
Upłynęło jeszcze nieco czasu. Cortejo zaczął nasłuchiwać. Zdawało mu się, że słyszy tętent konia. Tak, istotnie rozległo się głośne parskanie. Myśli zaczęły mu się kłębić w głowie. Kto
— Z początku muszę się ukrywać — mruknął — aby mnie nie znaleźli moi ludzie, jeśli zechcą szukać.
Ostrożnie dotykając, przekonał się, że znalazł to, czego szukał. Położył się na ziemi.
— A więc przynajmniej nie utonąłem! — cieszył się. — Szczęście nie opuściło mnie jeszcze. Kto wie, czy nie zdołam ocaleć!
Wysiłek, ból i gorączka tak go trawiły, że zapadł w sen, co prawda niespokojny, ale bądź co bądź dający zapomnienie. Obudził go chłód. Po wietrze i opadającej mgle zorientował się, że dnieje. I wówczas przekonał się z radością, że lewe oko niezupełnie straciło zdolność widzenia. Gdy pierwsze promienie słońca padły na wodę, wydało mu się, że dostrzega tę słoneczną pozłotę. Nie było to złudzenie. Wprawdzie stan zapalny nie ustąpił, ale z minuty na minutę się zmniejszał, a koło południa Cortejo mógł nawet dojrzeć własną rękę.
Upłynęło jeszcze nieco czasu. Cortejo zaczął nasłuchiwać. Zdawało mu się, że słyszy tętent konia. Tak, istotnie rozległo się głośne parskanie. Myśli zaczęły mu się kłębić w głowie. Kto
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143