Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

tego? Usłyszy mnie tylko ten przeklęty angielski lord i wyśle łódź, a wówczas wpadnę w jego ręce. Jedynie jakiś przypadek mógłby mnie uratować. Muszę czekać, aż prąd wyniesie mnie na brzeg.
Wszedł z powrotem na tratwę i wyciągnął się na niej. Pływanie znacznie go osłabiło. Oczy bolały bardzo. Zdjął chustę, aby ją zmoczyć w wodzie. Prąd unosił go tymczasem coraz dalej.
Mimo panujących w dzień upałów noce w owych stronach są na ogół chłodne. Ubranie Corteja było mokre. Poczuł wnet zimno, do tego dołączyły się dreszcze i natężający się ból. Wiedział, że nie wolno mu jęczeć, a przecież z bólu chciało mu się krzyczeć na cały głos.
Mijały minuty, dłużyły się jak wieczność.
Wreszcie odczuł uderzenie. Tratwa przybiła do brzegu. Macając rękoma, natrafił na gałąź. Uchwycił się jej mocno. Po jakimś czasie upewnił się, że prąd osadził tratwę na stałym lądzie. Leżał jeszcze chwilę, mógł bowiem przemywać oczy wodą. Dzięki temu zabiegowi ból się zmniejszył, a gorączka zmalała. Gdy poczuł się lepiej, powlókł się wzdłuż zagajnika w poszukiwaniu wygodnego


Strony: