Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

/> — Płyń, senior, dokąd chcesz — roześmiał się spiskowiec. — Ale strzeż się, abyś nie wpadł w ręce Anglików!
Mocnym uderzeniem pchnął tratwę na środek rzeki, a sam odpłynął do brzegu.
Cortejo poczuł, że został opuszczony.
— Czy jesteś daleko? — zapytał. Nie było żadnej odpowiedzi.
— Odpowiadaj! Na miłość boską, odpowiadaj! — Nasłuchiwał uważnie: żadnego dźwięku! — Sam! Sam jeden! Ślepy i bezbronny! Wydany na zagładę! Co począć? Jak się ratować?
Miał jednak jeszcze dosyć energii, aby nie rezygnować.
— Kto mi zabroni — mówił do siebie — przybić do brzegu i odbyć surowy sąd nad zdrajcami? Przecież na pewno jest tam wielu moich zwolenników. A więc naprzód!
Ześliznął się z tratwy i trzymając się jej, zaczął płynąć, jak mniemał, w kierunku brzegu. Tratwa kręciła się, obracała w koło; spostrzegł to, gdyż prąd miał na przemian to przed sobą, to za sobą. Niepodobna było utrzymać jednego kierunku.
— Nie idzie! — lamentował, opadając z sił. — Jestem zgubiony, nie ma dla mnie ratunku! Nawet jeśli będę wołał pomocy, co z


Strony: