Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

mnie zostawić na pastwę losu?
— Tak.
Niewypowiedziany lęk ogarnął Corteja.
— Co ci kazano ze mną zrobić? — zapytał, trzęsąc się ze strachu.
— Z początku zamierzano pana zabić, lecz później postanowiono zdać na łaskę rzeki.
— Człowieku! I wykonałbyś to?! Nie pozwolę!
Wyciągnął się na tratwie. Jego głowa spoczywała w pobliżu miejsca, którego trzymał się pływak.
— W jaki sposób mi pan przeszkodzi? — ironicznie zapytał Meksykanin.
— A w taki! — Cortejo mocno chwycił rękę mężczyzny.
— Chce mnie pan trzymać? To się panu nie uda. Łatwo sobie poradzić ze ślepym’.
— Nagrodzę cię w dwójnasób — kusił Cortejo.
— To mało. Nie dam się przekupić, nie zaciągnę pana na brzeg. Bądź zdrów!
Byli już blisko lądu.
— Nie, nie puszczę cię! — Cortejo ze zdwojoną siłą ścisnął przegub ręki pływaka.
— No, bo użyję siły! — zagroził Meksykanin. Wyciągnął maczetę zza pasa i przyłożył ostrze do dłoni Corteja. — Radzę panu puścić, bo odrąbię palce!
Cortejo szybko cofnął rękę.

Strony: