Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

szybko dostać się na pokład!
— Nic z tego nie będzie. Wszyscy wracają na brzeg. Oczywiście, mówię o tych, którzy ocaleli.
— Piekło! Zagłada! Wszyscy? A więc napad się nie udał?
— Niestety, nie!
— Do licha, że też nic nie widzę! Inaczej by nam poszło!
— Wzrok nie chroni przed kartaczami.
— A więc kieruj ku brzegowi!
— Oczywiście — Meksykanin zmienił nagle ton. — Ale tam dopłynę sam.
— Dlaczego? Co ty pleciesz?
— Ponieważ zabroniono mi przywieźć pana na brzeg. Cortejo zaniemówił z przerażenia. Zrozumiał, na jakie niebezpieczeństwo wystawiła go ślepota.
— Kto ci zabronił? — wyjąkał po chwili.
— Koledzy.
— A więc bunt, spisek?
— Nazywaj to pan, jak ci się żywnie podoba! Mogłem pana już dawno porzucić, ale na razie tratwa mi się przydaje.
— Do pioruna! Dlaczego nie chcą mnie słuchać?
— Ponieważ jest już nam pan niepotrzebny.
— A wasze wynagrodzenie?!
— Nie chcemy wynagrodzenia. Wolimy całą zdobycz.
— A więc o to wam chodzi? Człowieku, powiedz prawdę! Czy istotnie masz


Strony: