Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

pańska własność. Zdobędzie ją pan dzięki naszej pomocy. To jest tak, na przykład, jak zagarnięcie nieprzyjacielskiego statku przez okręt wojenny. Wówczas załoga otrzymuje zapłatę pieniężną.
— Dostaniecie ją, przyrzekam.
— Ile?
— To zależy od zdobyczy. Dam wam dziesiątą część.
— Czy to nie za mało, senior?
— Milcz! Statek wiezie miliony. Z każdego miliona przypadnie na was sto tysięcy. A teraz policzcie, ile to pieniędzy na każdego!
— Nie pomyśleliśmy o tym… To zmienia postać rzeczy. Przystajemy na pańskie warunki.
Gdyby Cortejo mógł widzieć miny swych ludzi i ich drwiące spojrzenia… Gładkie słowa herszta uspokoiły go całkowicie.
— Wygaście ognisko! — polecił. — Pora zaczynać! Meksykanie byli pewni powodzenia. Drżeli na samą myśl, jakie to bogactwa wpadną im w ręce.
Broń palną pozostawili na brzegu i złożyli tak, aby każdy po powrocie szybko odszukał swoją strzelbę. Potem w ustalonym porządku zanurzyli się w wodzie, kładąc się na wiązkach. Corteja wsadzono na tratwę, którą mieli kierować dwaj wyborowi pływacy.
— Naprzód!


Strony: