Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

jego obecność zapewni bezpieczeństwo ładunkowi. I — o ironio! — ta podejrzliwość miała się obrócić przeciw niemu.
Meksykanie nacięli swymi długimi maczetami wystarczającą ilość sitowia i gałęzi. Dla Corteja sklecili małą tratwę.
— Jaka jest jej wielkość? — zapytał, kiedy mu oznajmili, że tratwa gotowa.
— Półtrzecia metra długości i dwa szerokości.
— Za mało.
— Och, senior, wystarczy dla jednego człowieka — zawołał przywódca.
— A gdzie usiądą ci, którzy mają nią kierować?
— Będą płynąć obok, co ułatwi jej prowadzenie. Większą tratwę mogliby spostrzec z parowca. A wtedy groziłoby panu niebezpieczeństwo. Po co więc się narażać?
Brzmiało to tak przekonująco, że Cortejo uwierzył.
— Dobrze — zgodził się. — Niech i tak będzie. A teraz już czas na ostatnie przygotowania. Muszę wam jeszcze przypomnieć, żebyście nie myszkowali na parowcach i łodziach. Ładunek należy do mnie.
— Czy nie możemy liczyć na jakąś część transportu, senior?
— Nie. Wiecie przecież, jaki z tego zrobię użytek.
— Ale to nie


Strony: