Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

strzałów Sępiego Dzioba. Poszkodowany mógł więc sobie wybrać dobrego wierzchowca.
Ciała sześciu zabitych po prostu wrzucono do rzeki. Ranni natomiast stanowili poważną przeszkodę w wyprawie. Trzeba było zadecydować, co z nimi zrobić.
— Znam pewne miejsce, gdzie można ich będzie ukryć — rzekł jeden z bandytów.
— Gdzie? — zapytał Cortejo, któremu ból mniej już dokuczał.
— Na tym brzegu nie będą bezpieczni. Ale po tamtej stronie mam starego znajomego. Mieszka w chałupie o trzy mile od rzeki. Tam spokojnie dojdą do zdrowia.
— Ach, gdybym mógł zabrać się z nimi! — jęknął Cortejo.
— Kto panu zabrania?
— Czy mogę was zostawić?
— Czemu nie? Przecież pan nie widzi, a zatem nie będzie z pańskiej obecności żadnego pożytku.
— Być może w ciągu najbliższych godzin odzyskam wzrok choć na jedno oko.
— Być może. Jednak lepiej byłoby dla pana, gdyby zajął się sobą. Wydaj nam rozkazy! Wypełnimy je dokładnie.
— Nie. Zostanę z wami.
Zapadł wieczór, zapłonęło ognisko. Ten, który tak usilnie namawiał Corteja, dłuższy czas


Strony: