Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

skrajowi lasu. Tu odwrócił się i zobaczywszy, że Meksykanie wciąż stoją nieruchomo, wydał trzeci, a następnie czwarty okrzyk i znikł pośród olbrzymich drzew.
Teraz dopiero Meksykanie oprzytomnieli.
— Za nim! Za nim! — wzajemnie zagrzewali się do czynu. Podczas gdy większość dopadła koni, paru zostało przy Corteju, aby mu udzielić pomocy.
— Moje oczy, moje oczy! — lamentował ranny. Wyglądał straszliwie. Zranione oczodoły krwawiły obficie. — Do rzeki, zanieście mnie do rzeki! — wrzeszczał. — Ochłody! Ochłody!
Pociągnięto go ku rzece. Istotnie, zimna woda przyniosła ulgę. Kiedy przewiązano mu oczy zwilżoną chustą, przestał jęczeć i nawet mógł uczestniczyć w naradzie.
Pościg za Sępim Dziobem nie powiódł się. Meksykanie niezbyt skrupulatnie szukali śladów. Bardziej im zależało na bogato obładowanych łodziach niż na zwariowanym Angliku, więc szybko zgubili trop.
Jedynie właściciel deresza był rozwścieczony stratą świetnego rumaka. Ale i on się uspokoił, bo pozostały konie po sześciu zabitych, pięciu ciężko rannych i jednym lekko — co było wynikiem dwunastu


Strony: