Traper Sępi Dziób

Autor: Karol May

Cudaczny lord

Małe, zwinne czółno posuwało się po falach i wkrótce przybyło do lądu. Rzekomo ranny mruknął zadowolony:
— Nareszcie! Ależ durnie, ci Anglicy! Nawet na pustkowiu nie rozstają się z cylindrem. Do diabła! Co to za długi nochal!?
Sępi Dziób wysiadł z czółna, pozostawiwszy w nim obu wioślarzy i zbliżył się powoli do leżącego na ziemi Meksykanina. Polecił wioślarzom natychmiast uciekać, gdyby zdarzyło się coś nieoczekiwanego.
Meksykanin usiłował podnieść się na łokciu.
— Och, senior, jak ja cierpię! — jęknął.
Sępi Dziób zsunął binokle na koniec nosa, obejrzał leżącego spode łba, dotknął go ostrożnie parasolem i rzekł skrzekliwym głosem:
— Cierpi? Where? Boli?
— Jeszcze jak!
— Miserable! Bardzo miserable! Jak się master nazywa?
— Ja?
— Tak.
— Federico.
— Kim jesteś?
— Vaquero.
— Goniec od Juareza?
— Tak.
— Jakie wiadomości?
Meksykanin skrzywił się i znowu jęknął, jak gdyby przeszył go straszliwy ból.
Tymczasem Sępi Dziób rozglądał się


Strony: