Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

przyćmić, oplotła ich pnie i gałęzie wszelkimi swymi odmianami, od białych poprzez różowe do purpurowych i ciemnoczerwonych; rozchodziła się od nich delikatna, przecudowna woń. Wśród tej pachnącej głuszy wiły się ścieżki. Ciszę mącił tylko śpiew najrozmaitszych barwnie upierzonych ptaków. Był to raj w miniaturze, prawdziwy Eden, którym zachwycałby się sarn Harfis, poeta perski, piewca miłości i róż.
Pewnego ranka po tych ścieżkach spacerował cesarz Maksymilian w towarzystwie mężczyzny ubranego w bogaty, lśniący od złota narodowy strój meksykański. Człowiek ten — średniego wzrostu brunet — miał żółtawą cerę, bardzo żywą mimikę twarzy i czarne, płonące żarem oczy, tak charakterystyczne dla ludzi południa. Był to generał Mejia, Indianin, wierny przyjaciel cesarza; dzielił ze swym władcą wszystkie cierpienia i na koniec wraz z nim poniósł śmierć.
Rozmowa, którą prowadzili, nie pasowała do rajskiego ogrodu.
— Jest pan wielkim optymistą, kochany generale — powiedział w pewnym momencie cesarz swym słabym, cichym głosem. Zerwał z krzewu różę i zaczął ją wąchać.
— Oby


Strony: