Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

ale nie ma obawy, będzie wam bowiem towarzyszyć moich pięciuset Apaczów.
— Naprawdę? To świetnie! Ale gdzie oni przyłącza się do nas?
— Omówię to dziś w południe z moim przyjacielem Niedźwiedzim Okiem. Mam się z nim spotkać w górach Tamises. Jeżeli chcesz jechać tam ze mną, przygotuj się do jazdy. Za pół godziny wyruszę.
Wkrótce potem Gerard wyszedł z gospody. W korytarzu czekała na niego Rezedilla.
— Senior, więc znowu pan odjeżdża? Przecież przybyłeś dopiero wczoraj!
— Muszę — odpowiedział z uśmiechem. — Pani ojciec wskazał mi przecież drzwi.
— Ach, niech pan tego nie bierze na serio, nie miał pojęcia, że pan jest Czarnym Gerardem. Teraz w ogień by za panem skoczył.
— Czy gniewa się pani, że zataiłem swoje przezwisko?
— Skądże znowu! Widocznie miał pan po temu powody, zresztą już wczoraj wiedziałam, kim pan jest.
Gerard spojrzał na nią ze zdumieniem.
— Skąd?
— Czy nie pamięta pan, że zasnął w pokoju na krześle?
— Tak, przypominam sobie.
— Podczas pańskiego snu dokładnie obejrzałam strzelbę.

Strony: