Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

/> Gospodarz się obruszył.
— On, moim zięciem? Człowiek, który zamawia jeden julep, miałby być mężem mojej córki? Człowiek, który nie ma nawet całej bluzy, śmiałby wejść do mojej rodziny? Niedoczekanie! Przypatrzcie mu się, wygląd jego jest godny politowania. Szturchnę, a zwali się z nóg. Nie, nic z tego nie będzie!
Zaczął biegać po pokoju, stanął przed Gerardem i zapytał napastliwym tonem:
— Senior, zerka pan na moją córkę?
— Ależ nie tylko zerkam, przyglądam się jej uważnie — odparł Gerard ze spokojem.
— Więc niech pan zabiera swój gruchot, który nazywa strzelbą, i jazda stąd! Jeżeli jeszcze raz pokaże mi się senior na oczy, oskalpuję jak Indianin. Zrozumiano?
— Dobrze. Będę posłuszny, senior Pirnero. Ale przecież tak, jak stoję, nie wyrzuci mnie pan chyba? — wskazał ręką na swoją odzież.
— Jak mam to rozumieć?
— Mówię o ubraniu. Przy podłej pogodzie jeszcze pół biedy. Ale gdy słońce zaświeci, będzie widać, jak bardzo zniszczona jest moja bluza. Czy w sklepie nie znajdzie się dla mnie jakiś strój?
Stary zmarszczył brwi i


Strony: