Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Straszliwy wiatr.
Nie zareagował. Dopiero na następną uwagę odpowiedział obojętnie:
— Niezgorszy.
— I pył okropny.
— Phi.
— Co pan przez to rozumie? Czy to nie jest pył?
— Ależ owszem, pył. Komu on jednak przeszkadza?
— Ubranie się niszczy.
— Można przecież włożyć stare. Była to woda na młyn Pirnera.
— No właśnie! Senior odział się dzisiaj dosyć podle — powtarzał zjadliwie. — Czy nie ma pan lepszego ubrania?
— Nie.
Starego aż zatrzęsło. Jak każdy Meksykanin przywiązywał wagę do swego wyglądu. Ubierał się jaskrawo, barwnie, chętnie nosił lśniącą broń, stroił konia złotymi i srebrnymi ozdobami. A ten obdartus? Na ordynarnych butach nie miał nawet ostróg, mimo że wszyscy je noszą, i to olbrzymich rozmiarów.
— A dlaczego pan nie ma? — pytał dalej.
— Bo za drogie dla mnie.
— Ach, więc senior jest biedakiem?
— Tak — odparł obojętnie. Zauważywszy jednak, że Rezedilla oblała się rumieńcem, posłał jej przepraszające spojrzenie.
Pirnero nie zwrócił na to uwagi i z coraz większą


Strony: