Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

Dzień dobry — odwzajemnił powitanie Gerard.
— Wyspał się pan?
— Tak.
— Wyobrażam sobie. Nigdy w życiu nie spotkałem takiego śpiocha. Niech mi pan powie, czy w sawannie też pan śpi tak długo?
— Może…
— W takim razie nic dziwnego, że nie towarzyszy panu zapach zwierzyny. Dobry dyplomata pozna na pierwszy rzut oka, że nie bawoły pan strzela, a bąki zbija.
Tak jak wielu ludziom, seniorowi Pirnerowi humor z rana nie dopisywał. Dziś skrupiło się to na Gerardzie. Ale jemu było wszystko jedno. Gospodarz usiadł przy stole i zaczął swoim zwyczajem wyglądać przez okno. Deszcz ciągle jeszcze padał, choć już nie tak ulewny, jak w nocy. Po chwili Pirnero rzekł ponurym tonem:
— Podła pogoda! Gerard milczał.
— Prawie taka sama jak wczoraj.
Gdy i teraz Gerard nie odpowiedział, gospodarz odwrócił się i zawołał:
— No?
— O co chodzi?
— Okropna pogoda, prawie taka sama jak wczoraj.
— To prawda.
— Nie przypuszczam, żeby przybył w taką pogodę. ~ Kto?
— Kto? Co to za pytanie! Oczywiście Czarny Gerard. O kim innym miałbym


Strony: