Rapier i Tomahawk

Autor: Karol May

dziadek był krzewicielem zarówno pikanterii, jak i tragizmu. Mogę być dumny z przodków. Starałem się też wszystkie zalety rodu przelać na córkę. Jeżeli pan jest amatorem chrzanu, ugoszczę pana wieczorem.
— Świetnie.
— Pozna pan przy tej okazji moją kuchnię i córkę. Gdybym miał zięcia, byłbym z jednej i drugiej bardzo zadowolony.
Tak gawędzili aż do kolacji. Straubenberger miał więc dosyć czasu, aby bliżej poznać gospodarza. Rezedilla trzymała się na uboczu. Myśli jej krążyły ciągle wokół śpiącego Gerarda, który był bliższy jej sercu aniżeli kominiarze i handlarze chrzanem całego świata. Poszła więc po kolacji spać, zostawiając mężczyzn pochłoniętych rozmową.
Gerard wszedł na drugi dzień do gospody wczesnym rankiem. Usłyszawszy kroki, Rezedilla pośpieszyła, by go powitać.
— Dobrze pan spał?
— Lepiej niż dobrze, seniorka — odpowiedział opierając strzelbę o stół.
— Nie jadł pan nic. Czy przynieść czekoladę? — Bardzo proszę.
Wyszła. Gerard usiadł przy stole. Po krótkiej chwili wszedł Pirnero i mruknął:
— Dzień dobry.


Strony: